- Mmmm… - przetarłam pięścią twarz. Oczy
miałam wciąż pogrążone w śnie. Rozbudziły mnie ciepłe promienie słoneczne
padając
e na moją twarz prosto przez niewielki otwór w suficie.
Co..
Gdzie ja…
Ah. Już pamiętam…
Rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w
.. jaskini? Jedyne źródło światła to ta wyrwa w górnym sklepieniu. Był ranek..?
Południe..? Południe. Słońce znajdowało się tuż nade mną. Zakręciło mnie w
nosie..
- Apsik~! Oh… - jestem alergiczką.. a
leżałam w gęstwinie żółtych kwiatów. To chyba one zamortyzowały upadek. Wow…
Nigdy bym się nie spodziewała, że w takim miejscu jak to, może zakwitnąć
jakiekolwiek życie… Rosły tylko w tym miejscu. Hm.. Pewnie dzięki wilgoci w tym
miejscu i promieniom słonecznym udało im się tak cudownie poradzić w tym
środowisku. Kwiaty były całkiem duże i naprawdę śliczne. Żółte płatki okalały
mięciutki od pyłku środek. Ile ciekawych odcieni żółci…
- Apsik~! – moje kichnięcie poniosło się
echem po ogromnej jamie. Wyrwało mnie to z nieistotnych rozmyślań i… Jak ja
stąd wyjdę…?
Oh.
Wreszcie zaczęłaś myśleć racjonalnie..
- Mmm… Ty też tu jesteś…
Jak
mogłabym Cię zostawić, Skarbie?
Przed moją twarzą pojawiła się uśmiechnięta
krzywo postać.
To.. To jest Nan. Moja… wymyślona
przyjaciółka…
No..?
Jakieś pomysły..? Spytała
ponaglająco.
- Emm… Ja… Wiesz… skoro wpadłam przez
dziurę.. To mogłabym się tam… tamtędy..?
Oh genialne!
Więc wiesz co? Ja polecę i będę czekała na górze, co ty na to? Uśmiechnęła
się i uniosła w stronę krateru, gdy już była na górze spojrzała na mnie
zdziwiona. Coś nie tak, Skarbie? A.. no
tak… Podleciała do mnie i krzyknęła: Nie
umiesz latać! A skały są zbyt wilgotne i strome by się tam wspiąć. Dodała. Uh. Zacznij myśleć!
Odpowiedziałam jej kolejnym kichnięciem.
Na
zdrowie…
- Ugh!… M-m-myślę..! Ale… - rozejrzałam się bezradnie. Faktycznie
jaskinia była ogromna.. Słychać było spadanie pojedynczych kropli wody i ich
echo. Gdzieniegdzie utworzyły się kałuże i niewielkie zbiorniki wody. Na środku
znajdowała się wspomniana „łączka”, z której już się wygramoliłam mając
nadzieję, że to uśmierzy moje alergiczne objawy. Nie wiem czy potrafiłam
dostrzec całą jaskinię. Jedynym źródłem światła był ten krater na górze. Nie
byłam pewna czy to ściany są takie ciemne czy po prostu coś tam jeszcze jest,
tylko pogrążone w mroku. Spojrzałam na Nan. Była pozbawiona dolnej części
ciała. Od pasa w dół po prostu się rozpływała, niczym „duszek”… Czy.. coś…. Jej
nienaturalne wydłużone ręce zakończone szponami zwisały wzdłuż jej ciała. Była
lekko przygarbiona co tylko podkreślało jej i tak wystający kręgosłup. Była
przeraźliwie chuda. Blada skóra było tylko naciągnięta na zdeformowane kości.
Na jej podłużnej szarej twarzy znajdował się jakby wycięty otwór pozbawiony
warg, ale pełniący rolę ust, wypełniony rzędem ostrych jak szpilki zębami.
Praktycznie nie posiadała nosa. Jedynie w jego miejscu jej twarz była lekko
wystająca, a nad ustami znajdowały się dwa małe otworki pełniące rolę nozdrzy.
Jej oczy… Eh. Dwa małe głęboko osadzone w oczodołach węgielki świdrujące
wszystko na wylot. Nie miała brwi. Nie miała rzęs. Ale miała włosy.
Jasno-popielate kosmyki unosiły się wiecznie w powietrzu jak gdyby ich
właścicielka znajdowała się pod wodą. Z tej gęstwiny wystawało dwoje,
przymocowanych do czaszki, szpiczastych uszu. Bardzo wrażliwych na wszelkie
dźwięki.
-A-apsik~!
Oh..
co za hałas.. Odejdź od tych kwiatów, bo zaraz rozniesiesz tą jaskinię.
- Przynajmniej pogrzebałoby nas żywcem –
uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech i pokręciła głową. Zaczęła
„pływać” w powietrzu (bo tak bym nazwała sposób w jaki się poruszała) w celu
zbadania jaskini. Poszłam jej śladem.
Dlaczego Nan tak wygląda..? Cóż.. Nie jest
to taki zły wygląd jak się ją widzi. Pewnie opis jest bardziej przerażający niż
końcowy efekt. Myślę, że w rezultacie jest całkiem... znośna. Cóż, w sumie to dałam
jej wolne pole do popisu, żeby sama wybrała sobie swój wygląd.
Tak, tak wiem, to wymyślona przyjaciółka,
nie ma wolnej woli czy świadomości, ale.. Nan… Hm. Ciężko mi to określić… Ale
mam wrażenie, ze naprawdę jest osobnym bytem.. Podejmuje sama decyzje, często
wie o rzeczach, o których ja nie mam pojęcia.. Bardzo mi pomaga. To moja
najlepsza przyjaciółka i…
Tu
coś chyba jest.
- Hm? – odwróciłam się w jej stronę i
podeszłam. Faktycznie w mroku ujrzałam jakąś bramę… Ale za jej progiem wydawało
się jeszcze ciemniej. – Nie ma innej drogi..?
Przejrzałam
całe pomieszczenie. To jedyne wyjście stąd.
- Skoro tak mówisz…
Złotko.
Wiem to.
- No dobrze. Ale będziesz musiała mi pomóc w
tych ciemnościach… Nie przeżyłabym gdybym wpadła twarzą.. w.. jakąś…
p-pajęczynę…
No
już, już, się tak nie zapowietrzaj. Musisz liczyć się z ryzykiem. Albo
zostajemy tutaj. Jak chcesz. Śmierć głodowa nie jest przyjemna. Zamilkła w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
Ale ja też milczałam. Już raz to
spieprzyłyśmy. Zaśmiała się. Chociaż
spróbujmy zrobić coś dobrze. Skoro przeżyłaś to nie bez powodu. Po prostu
znajdźmy stąd wyjście i potem zobaczymy, okej..? Wzięłam głęboki wdech.
- Może znajdziemy tu złoto…?
Co?
- No wiesz, opuszczona kopalnia i tak dalej…
Znajdę złoto, wyjdę na powierzchnię i będę szczęśliwa…
Bogatsza. Zaśmiałam się.
- No tak. – wzięłam kolejne parę wdechów. –
Dobra. Idziemy. – Zrobiłam krok w stronę bramy. Kolejny. – Ah! Bez ceregieli! –
Przyśpieszyłam i pewnym krokiem ruszyłam w ciemność. Nan podążyła za mną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz