czwartek, 25 maja 2017

Rozdział I - Poznajmy się

- Mmmm… - przetarłam pięścią twarz. Oczy miałam wciąż pogrążone w śnie. Rozbudziły mnie ciepłe promienie słoneczne padając
e na moją twarz prosto przez niewielki otwór w suficie.
Co..
Gdzie ja…
Ah. Już pamiętam…
Rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w .. jaskini? Jedyne źródło światła to ta wyrwa w górnym sklepieniu. Był ranek..? Południe..? Południe. Słońce znajdowało się tuż nade mną. Zakręciło mnie w nosie..
- Apsik~! Oh… - jestem alergiczką.. a leżałam w gęstwinie żółtych kwiatów. To chyba one zamortyzowały upadek. Wow… Nigdy bym się nie spodziewała, że w takim miejscu jak to, może zakwitnąć jakiekolwiek życie… Rosły tylko w tym miejscu. Hm.. Pewnie dzięki wilgoci w tym miejscu i promieniom słonecznym udało im się tak cudownie poradzić w tym środowisku. Kwiaty były całkiem duże i naprawdę śliczne. Żółte płatki okalały mięciutki od pyłku środek. Ile ciekawych odcieni żółci…
- Apsik~! – moje kichnięcie poniosło się echem po ogromnej jamie. Wyrwało mnie to z nieistotnych rozmyślań i… Jak ja stąd wyjdę…?
Oh. Wreszcie zaczęłaś myśleć racjonalnie..
- Mmm… Ty też tu jesteś…
Jak mogłabym Cię zostawić, Skarbie?
Przed moją twarzą pojawiła się uśmiechnięta krzywo postać.
To.. To jest Nan. Moja… wymyślona przyjaciółka…
No..? Jakieś pomysły..? Spytała ponaglająco.
- Emm… Ja… Wiesz… skoro wpadłam przez dziurę.. To mogłabym się tam… tamtędy..?
Oh genialne! Więc wiesz co? Ja polecę i będę czekała na górze, co ty na to? Uśmiechnęła się i uniosła w stronę krateru, gdy już była na górze spojrzała na mnie zdziwiona. Coś nie tak, Skarbie? A.. no tak… Podleciała do mnie i krzyknęła: Nie umiesz latać! A skały są zbyt wilgotne i strome by się tam wspiąć. Dodała. Uh. Zacznij myśleć!
Odpowiedziałam jej kolejnym kichnięciem.
Na zdrowie…
- Ugh!… M-m-myślę..! Ale…  - rozejrzałam się bezradnie. Faktycznie jaskinia była ogromna.. Słychać było spadanie pojedynczych kropli wody i ich echo. Gdzieniegdzie utworzyły się kałuże i niewielkie zbiorniki wody. Na środku znajdowała się wspomniana „łączka”, z której już się wygramoliłam mając nadzieję, że to uśmierzy moje alergiczne objawy. Nie wiem czy potrafiłam dostrzec całą jaskinię. Jedynym źródłem światła był ten krater na górze. Nie byłam pewna czy to ściany są takie ciemne czy po prostu coś tam jeszcze jest, tylko pogrążone w mroku. Spojrzałam na Nan. Była pozbawiona dolnej części ciała. Od pasa w dół po prostu się rozpływała, niczym „duszek”… Czy.. coś…. Jej nienaturalne wydłużone ręce zakończone szponami zwisały wzdłuż jej ciała. Była lekko przygarbiona co tylko podkreślało jej i tak wystający kręgosłup. Była przeraźliwie chuda. Blada skóra było tylko naciągnięta na zdeformowane kości. Na jej podłużnej szarej twarzy znajdował się jakby wycięty otwór pozbawiony warg, ale pełniący rolę ust, wypełniony rzędem ostrych jak szpilki zębami. Praktycznie nie posiadała nosa. Jedynie w jego miejscu jej twarz była lekko wystająca, a nad ustami znajdowały się dwa małe otworki pełniące rolę nozdrzy. Jej oczy… Eh. Dwa małe głęboko osadzone w oczodołach węgielki świdrujące wszystko na wylot. Nie miała brwi. Nie miała rzęs. Ale miała włosy. Jasno-popielate kosmyki unosiły się wiecznie w powietrzu jak gdyby ich właścicielka znajdowała się pod wodą. Z tej gęstwiny wystawało dwoje, przymocowanych do czaszki, szpiczastych uszu. Bardzo wrażliwych na wszelkie dźwięki.
-A-apsik~!
Oh.. co za hałas.. Odejdź od tych kwiatów, bo zaraz rozniesiesz tą jaskinię.
- Przynajmniej pogrzebałoby nas żywcem – uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech i pokręciła głową. Zaczęła „pływać” w powietrzu (bo tak bym nazwała sposób w jaki się poruszała) w celu zbadania jaskini. Poszłam jej śladem.
Dlaczego Nan tak wygląda..? Cóż.. Nie jest to taki zły wygląd jak się ją widzi. Pewnie opis jest bardziej przerażający niż końcowy efekt. Myślę, że w rezultacie jest całkiem... znośna. Cóż, w sumie to dałam jej wolne pole do popisu, żeby sama wybrała sobie swój wygląd.
Tak, tak wiem, to wymyślona przyjaciółka, nie ma wolnej woli czy świadomości, ale.. Nan… Hm. Ciężko mi to określić… Ale mam wrażenie, ze naprawdę jest osobnym bytem.. Podejmuje sama decyzje, często wie o rzeczach, o których ja nie mam pojęcia.. Bardzo mi pomaga. To moja najlepsza przyjaciółka i…
Tu coś chyba jest.
- Hm? – odwróciłam się w jej stronę i podeszłam. Faktycznie w mroku ujrzałam jakąś bramę… Ale za jej progiem wydawało się jeszcze ciemniej. – Nie ma innej drogi..?
Przejrzałam całe pomieszczenie. To jedyne wyjście stąd.
- Skoro tak mówisz…
Złotko. Wiem to.
- No dobrze. Ale będziesz musiała mi pomóc w tych ciemnościach… Nie przeżyłabym gdybym wpadła twarzą.. w.. jakąś… p-pajęczynę…
No już, już, się tak nie zapowietrzaj. Musisz liczyć się z ryzykiem. Albo zostajemy tutaj. Jak chcesz. Śmierć głodowa nie jest przyjemna. Zamilkła w oczekiwaniu na moją odpowiedź. Ale ja też milczałam. Już raz to spieprzyłyśmy. Zaśmiała się. Chociaż spróbujmy zrobić coś dobrze. Skoro przeżyłaś to nie bez powodu. Po prostu znajdźmy stąd wyjście i potem zobaczymy, okej..? Wzięłam głęboki wdech.
- Może znajdziemy tu złoto…?
Co?
- No wiesz, opuszczona kopalnia i tak dalej… Znajdę złoto, wyjdę na powierzchnię i będę szczęśliwa…
Bogatsza. Zaśmiałam się.
- No tak. – wzięłam kolejne parę wdechów. – Dobra. Idziemy. – Zrobiłam krok w stronę bramy. Kolejny. – Ah! Bez ceregieli! – Przyśpieszyłam i pewnym krokiem ruszyłam w ciemność. Nan podążyła za mną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz