czwartek, 25 maja 2017

Rozdział III - Namacalne

Nie wierzyłam własnym oczom. W słabym blasku oddalonych od nas źródeł światła dostrzegłam zarys jakieś sylwetki. Toriel właśnie pomagała wstać tej wysokiej, chudej postaci. Wciąż była niższa od koziej-pani, ale mnie przewyższała o głowę. Była naga, a jej długie poplątane jasno-popielate włosy okalały jej ramiona. Nogi lekko jej zadrżały jakby miała upaść, ale Toriel ją podtrzymała.
- Dziecko, wszystko w porządku? Skąd się tu wzięłaś..?
- Nan…? – zrobiłam krok w ich stronę, a dziewczyna otworzyła oczy. Były małe, świdrujące, czarne. Takie jak wcześniej, tylko teraz… materialne.. jak cała ona… Była… Po prostu była..
- Więc to takie uczucie mieć ciało, co…? Do bani… - kolana znów jej zadrżały, więc Toriel obięła ją ramieniem.
- Z-znacie się tak..? – spytała potworzyca, a ja z trudem odciągnęłam wzrok od mojej przyjaciółki i spojrzałam na nią.
- T-tak.. Ja.. O Mój Boże… Ja nie rozumiem… - złapałam się za głowę. – Przecież.. Ty… Nan.. – podeszłam do niej i dotknęłam jej rąk. Nienaturalnie długie palce zacisnęły się na moich, teraz śmiesznie małych, rączkach.
- Czy to miejsce.. ma jakieś.. magiczne właściwości..? – Nan zwróciła się do Toriel wciąż trzymając moje dłonie. Jak widać potrafiła zachować trzeźwy umysł w tej sytuacji.. W przeciwieństwie do mnie…
- T-tak.. Ta brama… Jest wejściem do naszego świata. Świata potworów. Takim oficjalnym… M-ma właściwości lecznicze.. Wyzwalające.. I.. Oh! Nie.. nie rozumiem co się właśnie stało.. Jak żyję pierwszy raz widzę coś takiego i.. i nie mogę się w tym odnaleźć… W ogóle… Co..?
Myślę, że jednak trybiki myślowe Toriel były w jeszcze gorszym stanie niż moje.
- Ja… Bo.. widzi Pani.. – zaczęłam – Nan.. czyli.. ona.. jest.. to znaczy.. była.. em.. moją… wymyśloną przyjaciółką.. – spojrzałam w dół czując jak beznadziejnie to brzmi, gdy mówię to na głos. Wzięłam wdech i kontynuowałam, czując jak pieką mnie policzki - … ja... ją stworzyłam.. w głowie… i… tylko ja ją widziałam…  słyszałam… ona… nie była prawdziwa..! – prawie krzyknęłam, czując jak z niewiadomych przyczyn łzy cisną mi się do oczu – Nigdy..! A teraz... jest… I... też nie rozumiem… - przerwałam. Nie wiedziałam co mogłam więcej powiedzieć. Słone krople wody znalazły wyjście na świat i zdradziły moje uczucia wypełzając na twarz. Chlipnęłam cicho próbując się uspokoić, ale… Nawet w sumie do końca nie wiedziałam dlaczego płaczę! Ah.. to było takie beznadziejne…
Nastała cisza. Pogłębiająca jeszcze to jak bardzo koszmarnie się czułam. W gardle miałam ogromną gulę, a w głowie huczało mi od myśli.
Nagle poczułam... miękko… ciepło…
- No już, już, malutka…. – Toriel przytuliła mnie mocno i głaskała po głowie. Pachniała.. ciastem… domem… Zachciało mi się jeszcze bardziej płakać… - Nie przejmuj się. Nic złego się nie stało. To chyba nawet dobrze, prawda maleństwo..? Skoro jest Twoją przyjaciółką..? – odsunęła się ode mnie i spojrzała na mnie – Już, już.. – powtórzyła i wielką, futrzastą łapą otarła moje łzy. Przytaknęłam i spojrzałam niepewnie na Nan.
- Jak Ty się cieszysz to i ja – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Miała skrzyżowane dłonie na piersi. Uzmysłowiłam sobie, że przecież jest naga!
- Nan! Nie jest ci zimno?! – krzyknęłam.
- Zimno..? – spojrzała na mnie zdziwiona, a po chwili przejechała szponami po swoich ramionach. – Nie wiem… Chyba…?
- Oh.. Mam jakieś ubrania w domu.. Ale to kawałek stąd…
- Masz. – ściągnęłam koszulkę. Pod spodem i tak miałam biustonosz sportowy, a szerokie dresy zakrywały mi co trzeba. – Lepiej żebyśmy obie półnagie, niż ty cała…
Nan naciągnęła na siebie mój T-shirt, który na niej wisiał. Zakrywał to i owo, ale… wciąż nie miała nic na „dół”.
- Eh. Jebać.. – mruknęła
- Co to za język?! – oburzyła się Toriel.
- Wybacz za nią – pogłaskałam kozią panią po ramieniu – I eh.. to jest problem, Nan.. teraz jesteś… człowiekiem.. Tak myślę… Nie wypada chodzić z całym kino-bambino na wierzchu… - Starałam się nie patrzeć tam.. ale szczerze ciekawiło mnie jakiej jest płci.. Zawsze traktowałam ją raczej jako… byt… i zwracałam się do niej jak do kobiety… ale nie potrafiłam jej sobie wyobrazić jako ludzką.. „dziewczynkę”…. albo „chłopaka”..? Chyba była… „dziewczynką”…? Boże! Jakie to wszystko jest cholernie dziwne! Tylko obecność koziej pani powstrzymywała mnie, żeby nie przekląć na głos, dla wyładowania emocji.
- Rany, co za problem. Daj mi swoje majtki. – wzruszyła ramionami Nan. Przeszedł mnie dreszcz. Toriel wyraźnie się zmieszała.
- N-nan… Nie oddam ci swojej.. bielizny… M-musiałabym zdjąć spodnie… I..
- Grr. To nie wiem! – wyglądała wyraźnie na wkurzoną. Ta sytuacja też była dla niej nowa. Widać, że wszystko ją frustrowało.
- Ja mam bandaż… - zamyśliła się Toriel. Wysłałyśmy jej tylko zdziwione spojrzenia, a ona wyciągnęła zawiniątko białego materiału – Możemy je obwiązać wokół twoich nóg i… Jest go dość sporo, może robić prowizorycznie za spodnie…
Nan podniosła bluzkę do góry.
- Zrób to.
Wyraz twarzy kobiety wyglądał identycznie jak mój.
- M-maleństwo… Ja.. em.. Myślę, że powinnaś sama to zrobić… Przynajmniej na początku… - zaśmiała się nerwowo i podała jej bandaż odwracając wzrok.
Moja przyjaciółka wzięła go i trzymając koszulkę z zębach zaczęła obwiązywać swoje biodra. Toriel odwróciła się ze mną, by nie przyglądać się roznegliżowanej dziewczynie.
- Przepraszam.. za nią.. Jest.. bardzo nietutejsza… - odezwałam się do strażniczki Ruin.
- Oh.. nic nie szkodzi, moje dziecko.. Już na nie takie dziwactwa widziałam... Sama byłam matką dwójki dzieci... Więc, wierz mi... dzieciaki lubią często pokazywać swoje… „kino-bambino”..? Tak to nazwałaś..? – zaśmiała się.
- Ugh.. tak.. heh.. takie głupie powiedzonko… Em… no właśnie.. dzieci robią takie rzeczy.. Nan nie wygląda jak  dziecko.. Chyba nim nie jest.. Na pewno nim nie jest. Znam ją.. Jest często dojrzalsza ode mnie…
- Maleństwo.. jeśli to co mówisz jest prawdą.. to skoro do tej pory nie posiadała ciała… może być od Ciebie dojrzalsza psychicznie… na pewno nie fizycznie… Jeśli chodzi o ciało i wszystko z nim związane to.. dopiero raczkuje, tak..?
- No… Chyba masz rację.. Znaczy, pani ma rację, znaczy.. przepraszam..!
- Nic nie szkodzi haha, przecież mówiłam, jestem Toriel, nie „pani Toriel” – zaśmiałyśmy się obie, gdyż wypowiedziała to śmiesznym tonem wytykając język. Była strasznie pogodna.
- Emm. Miśka. – Nan przerwała nasz chichot. – Chodź mi pomóc. – Obwiązała już całe biodra i jedną nogę. Wskazała na końcówkę materiału na drugim udzie. Nie wiedziała jak zakończyć. Klęknęłam i zrobiłam dziwną kokardkę, jednocześnie mocując bandaż tak by nie spadł.
- Nie za ciasno?
- Nie. Jest ok. – Nan patrzyła się na Toriel, która myślami była nieobecna.
- Gotowe? – kobieta spojrzała się na nas z uśmiechem – To idziemy. Oto Ruiny!

 



































- STOP! – krzyknęła Nan. Odwróciłyśmy się zdziwione – Najpierw wracam się dobić Kwiatuszka.
- O Boże, Nan wracaj! – pociągnęłam ją w stronę Ruin.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz