- Jesteś pewna, że wiesz co robisz? –
zawołałam do swojej przyjaciółki, która przesuwała ogromne kamienie w stronę
guzików.
- Jestem… prawie.. pewna… - wystękała- że..
jeśli wciśniemy.. wszyyystkie.. na raz.. to… te kolce… się… zapadną…! eh! –
wsunęła już drugi głaz na przycisk. Stałam przy ostrzach z brudną wstążką
przewiązaną na nadgarstku i patrzyłam na jej poczynania. To nie tak, że nie
chciałam jej pomóc. Zwyczajnie powiedziała, że ona to zrobi.. gdybym teraz
próbowała ją wesprzeć.. obraziłabym ją na śmierć. Pokazałabym jej, że nie
wierzę, że sobie poradzi. Ta… idiotyczne… ale co poradzić.. taka jest.
Przyglądałam się jak podchodzi do trzeciego
kamienia i…
- Hej! Kto ci powiedział, ze możesz mnie tak
pchać! – usłyszałam głos.
- S-słucham…? – zdumiona spojrzała na skałę.
- M-myślisz, że to ten głaz…? – szepnęłam.
- Hej! Hej! Jestem tu i wszystko słyszę!
- P-przepraszam Panie Skało… - wymamrotałam
– My tylko chciałyśmy, żeby się Pan lekko przesunął…
- Mam się przesunąć?! Eh.. no dobrze. Zrobię
to dla was. – usłyszałyśmy i głaz samoistnie przesunął się do przodu.
- Em… Czy… mógłbyś.. jeszcze…? – nieśmiało
spytała moja przyjaciółka.
- Co..?! Jeszcze..?! No dobrze.. – skała
przesunęła się nie do przodu, a w prawo.
- Em.. ja.. przepraszam.. ale… Nie.. tutaj…
- wydusiłam.
- A gdzie?! A nie.. czekaj, już chyba
łapię.. – skała przesunęła w stronę przycisku i na nim spoczęła. Tak jak
przewidziała Nan, kolce wsunęły się pod ziemię.
- Genialnie! –klasnęła w dłonie, a ja
uradowana skierowałam się w stronę kładki. Gdy nagle tuż pod moją stopą wyrosły
kolce
- OMatkoBoska – wyrzuciłam jednym tchem.
- Co do cholery?! – moja towarzyszka odwróciła
się zirytowana w stronę skały.
- Co..? Miałam tam zostać..?! Oh, przez was
muszę się naprawdę napracować… - dało się usłyszeć westchnięcie, gdy głaz
ponownie spoczął na przycisku. Kolce ponownie schowały się pod ziemią. Nan spojrzała
podejrzliwie na głaz. Po czym szybko chwyciła mnie za rękę i pewnym krokiem
przeprowadziła mnie przez kładkę. Gdy znalazłyśmy się na pewnym gruncie westchnęła.
- Ale jazda – mruknęła puszczając mnie –
Dziwnie mi – uśmiechnęła się patrząc na mnie. – Co za porypany świat..!
- Heh.. mogło być gorzej – pocieszyłam ją –
Nic nie próbuje nas zabić – wyszczerzyłam się w uśmiechu, gdy przed nami za
rogu wygrachmoliła się… przerośnięta żaba. Wow.. Naprawdę… Spora…
- Rebbit.. Rebbit…
Nan odruchowo wysunęła się naprzód i
zasłoniła mnie ręką.
- C-cofnij się…! Albo pożałujesz..! – krzyknęła.
Dostrzegłam, że trzęsła jej się ręka. Istota przypominająca żabę przekrzywiła
głowę. Był to naprawdę ogromny stwór. Przewyższał Nan o głowę, a ona była
jeszcze wyższa o głowę ode mnie, więc zmutowany żabol był wyższy ode mnie o
dwie głowy i… byłam przerażona…!
W pewnym momencie stwór skoczył w naszym kierunku, poczułam jak podłoga niebezpiecznie drży pod nami. Miałam wrażenie, że to coś szykuje się do ataku. Nan zacisnęła pięści.
W pewnym momencie stwór skoczył w naszym kierunku, poczułam jak podłoga niebezpiecznie drży pod nami. Miałam wrażenie, że to coś szykuje się do ataku. Nan zacisnęła pięści.
- N-nie bój się.. malutki… - wydukałam nagle
przerażona nie do końca mając pojęcia co robię... Ale musiałam coś zrobić!
- Malutki..? Malutkie to my jesteśmy….! –
syknęła Nan odwracając się delikatnie, jednak ja nie spuszczałam wzroku z
żabola. Powoli opuściłam dłoń przyjaciółki i zrobiłam krok w stronę stwora.
- Rrrrrebbit! – miałam wrażenie, że to było
ostrzeżenie.
- No już.. hej… nie bój się.. nie zrobimy ci
krzywdy… - zrobiłam kolejny krok. Gardło stwora powiększyło się na sekundę i
usłyszałam stłumiony rechot. Nagle stwór skoczył w moim kierunku. Gleba pod
moimi stopami zatrzęsła się mocniej. Upadłam. Ah! Poczułam jak szczypią cię
kolana i dłonie.
- Michalina! – Nan krzyknęła robiąc krok w
moją stronę. Zatrzymałam ją gestem dłoni. Nie musiałam na nią patrzeć, żeby
doskonale zdawać sobie sprawę jak bardzo ją tym zszokowałam i wkurzyłam, ale
nie podważyła tej prośby.
Tymczasem żabol znajdował się na wprost mnie
i patrzył z góry swoimi ślepiami. Lekko zniżył łep i znajdował się na wprost mojej
twarzy. Poczułam jego oddech na swojej skórze. Zaśmiałam się.
- Haha mały, słodki Żabol, pewnie długo
nikogo nie widziałeś, co? – głos mi wyraźnie drżał. Dotknęłam dłonią jego
śluzowej twarzy. Fuj... Spojrzałam na dłoń, cała w śluzie. Ale żabol... wydawał
się zadowolony – Haha mam nadzieję, że nie dasz mi żadnego zakażenia,
przystojniaku – zaśmiałam się siadając po turecku.
- Rebit! Rebbit! – odpowiedział potwór i.. zaczął
się kurczyć. Gdy sięgał mi mniej więcej do bioder, zakumkał ponownie i
odskoczył w stronę stawu. Jak na żabę nadał był wielki, ale już mniejszy niż
poprzednio. I teraz przy poruszaniu się nie trzęsła się posadzka. Zakumkał raz
jeszcze przed wskoczeniem do wody i zadowolony zniknął w jej odmętach. Wstałam
delikatnie.
- Widzisz? Nie trzeba od razu rzucać się z
pięściami – uśmiechnęłam się do Nan. Ta w odpowiedzi chwyciła mój nadgarstek i
spojrzała na dłoń, która pogłaskałam potwora. Była zakrwawiona... i cała w
śluzie.
- Ugh.. Mam nadzieję, że nie wda ci się w to
zakażenie – stęknęła oschle i mnie puściła. – Dobra. Chodź. – rzuciła, gdy
nagle rozbrzmiał telefon.
>-Tu Toriel!< - rozbrzmiało w
słuchawce >-Gdzie jeste<ście..? – usłyszałam jej głos podwójnie. W
telefonie i jakby obok. Ruszyłam przed siebie i wyjrzałam szybko za róg. Za jednym
z drzew stała Toriel z komórką przy uchu. Oj..
- Halo..? – powiedziała zmartwiona do
aparatu, gdy podeszłam do niej, złapałam ją delikatnie za materiał sukienki –
Oh! Michasia! Nan! Tu jesteście..!
- W-wybacz, że nie siedziałyśmy gdzie nam
kazałaś – zaśmiałam się przepraszająco.
Nan z nieodgadnionym wyrazem twarzy stała już za mną.
- Oh nie, to ja przepraszam! Zostawiłam was
same na tak długo! Ja prze... Zaraz... Co ci się stało?! – złapała mnie za
nadgarstki i uważnie przyjrzała się moim dłoniom. – Szybko. Do domu. Zaraz ci
to odkażę. Chwileczkę. – zatrzymała się i puszczając mnie dopadła się do Nan. –
A Tobie dziecko? Nic się nie stało? – zaczęła ją oglądać. Oszołomiona zdołała
cicho wydukać, że wszystko w porządku. Dla pewności kobieta obróciła ją jeszcze
kilka razy, a potem znów chwyciła mnie. – Idziemy to odkazić. Ah! Powinnam to
przewidzieć! – syknęła na siebie i pociągnęła nas w stronę małego domku w
Ruinach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz